Dominujące czynniki odpowiedzialne za to, że wątpliwej jakości wiedza, trzyma się u nas tak mocno.

Portal ogłoszeniowy z bronią palną, czarnoprochową i pneumatyczną

Boksy reklamowe Ad 1. 1-4

LifeGun.pl
Jak stworzyć dobre i skuteczne ogłoszenie
Co lepiej wybrać, Licytację czy Kup Teraz?
PortalStrzelecki.pl

Dominujące czynniki odpowiedzialne za to, że wątpliwej jakości wiedza, trzyma się u nas tak mocno.

Dominujące czynniki odpowiedzialne za to, że wątpliwej jakości wiedza, trzyma się u nas tak mocno.

Dominujące czynniki odpowiedzialne za to, że wątpliwej jakości wiedza, trzyma się u nas tak mocno.-->

Strzelecki świat to cholernie specyficzne miejsce. Mało jest branż tak mocno przesyconych półprawdami i tak silnie opartych o trudno weryfikowalne „podania ustne”. Jego, wciąż ezoteryczny, charakter sprzyja nieweryfikowaniu podstawowych prawd, przekazywanych na strzelnicach i szkoleniach. W przypadku sportu strzeleckiego, czy warsztatu technicznego strzelca w ogóle, sprawa jest względnie klarowna, gdyż timer i faktor nie kłamią. Jednak im dalej w las, w tym przypadku strzelectwo obronne, tym ciemniej. Brak materiału porównawczego bądź jego tendencyjna interpretacja w połączeniu z niechęcią do krytycznego myślenia odbiorcy, napędzają nam karuzelę półprawd i aksjomatów.

Gdy zaczynałem swoją przygodę ze strzelaniem, gdzieś w 2016 roku, wpadłem w dokładnie ten sam schemat, który obserwuję dziś w niemal niezmienionej formie. Strzelnica, na strzelnicy instruktor, który wyglądał profesjonalnie i miał ode mnie bezgranicznie większą wiedzę o strzelaniu, gdyż ja nie miałem żadnej, nawet poszlakowej. Do tego okazało się, że ów instruktor miał za sobą służbę w „antyterrorystach”, więc ewentualne wątpliwości skończyły się, zanim w ogóle zaczęły. Choć w moim przypadku historia potoczyła się względnie nieszablonowo, gdyż jestem dosyć dociekliwy i bardzo szybko trafiłem na człowieka, którego do dziś uważam, za jednego z najlepszy fachowców w kraju, to wcale nie musiało być tak kolorowo. Gdy teraz, z perspektywy czasu, patrzę na tamten okres, to wiem, że ów instruktor pierwszego kontaktu był w porządku gościem. Nie sprzedawał mi farmazonów, a skrupulatnie powtarzał to, czego sam się kiedyś nauczył. Problem polegał na tym, że świat poszedł do przodu, strzelectwo ewoluowało, on natomiast został na straży starych prawd.

Teraz gdy rynek strzelecki znam już nieźle, mogę pokusić się o wskazanie dominujących czynników, odpowiedzialnych za to, że wątpliwej jakości wiedza, trzyma się u nas tak mocno.

 

Spirala

Za kiepski, w mojej ocenie, rozwój strzeleckiej jakości nad Wisłą, odpowiadają pospołu uczący się, jak i nauczający. Występuje tu pewna symbioza. Z jednej strony mamy instruktora, który chce sprzedać i zabezpieczyć ewentualną przyszłą sprzedaż swoich usług, więc mniej lub bardziej praktykuje na kursach sekciarstwo. Nie porusza się w obrębie faktów i danych a opinii i doświadczeń. Oczywiście doświadczenia są ważne, o ile popiera je statystyka i wychodzą poza zakres dowodu anegdotycznego. Opinie natomiast nie są ważne. Jeżeli natomiast rezygnuje się z faktów na rzecz opinii, to w krok za tym podąża chęć zysku. Nie pomaga się w ten sposób nikomu poza sobą samym i swoim portfelem. Weryfikowalne fakty, bazujące na danych, których dobry instruktor powinien posiadać w zanadrzu wiele, to jedyna podstawa autorytarnego opiniowania rzeczywistości. Nawet jeżeli bywają one sprzeczne z naszymi osobistymi odczuciami. Mamy zatem instruktora, który zapisuje do swojego kultu jednostki nowych parafian. Z drugiej natomiast jest kursant.

 

Drugi współwinny problemu

Przeszkoliłem już wiele osób, ostatnio są to całkiem pokaźne liczby. Zauważam pewną smutną prawidłowość. Otóż ze świecą szukać krytycznego myślenia. Wystarczy pokazać komuś, że daną czynność wykonujemy szybciej i dokładniej od niego, a wszelkie bariery znikają. Pal licho, jeżeli tematem zajęć jest aspekt czysto techniczny strzelania. Tu faktycznie timer i tarcza są wszystkim. Jeżeli jednak otwarciem szkolenia jest pokazanie różnicy w jakości „skilla”, którego używamy jako wytrychu do świadomości, aby móc bezkarnie kolportować przekonania na dowolny temat, to dzieje się coś mało etycznego. Im niższy poziom adepta, tym mniej musi reprezentować sobą instruktor. Czasem portki w kamuflażu i umiejętność podstawowej obsługi broni wystarczą za rzeczony wytrych.

Kursancie, nie zadają pytań. To przypadek wręcz egzotyczny, gdy kursant podaje w wątpliwość to, co mówię na kursie. Nie dziwię im się, osoby początkujące siłą rzeczy znajdują się na poziomie nieświadomej niekompetencji. Nie wiedzą, czego nie wiedzą. Rozumiecie jak duża rola w tym miejscu instruktora, który chce poruszać się w obrębie standardów etycznych? Stoi on przed wyborem czy zaszczepić w adepcie ciekawość i przekazywać mu jak najwięcej faktów, czy może próbować indoktrynacji zabezpieczającej przyszły interes materialny. Niestety bramka numer dwa wybierana jest nadzwyczaj często. Częściowo z oportunizmu, częściowo z braku chęci do samorozwoju i weryfikacji własnej wiedzy. Częściowo zapewne z innych, nieznanych mi powodów. Najgorszy jest w tym wszystkim fakt, iż jeżeli kult jednostki zostanie mocno ugruntowany, to ludzie zaczną go bronić, bazując na poznanych opiniach i doświadczeniach, zamiast na faktach i technikach. To bardzo niedobrze.

Mamy zatem instruktora niechętnego nowościom i rozwojowi kompetencji oraz kursanta nieświadomego i niechętnego podaniu w wątpliwość przekazywane treści. Co może pójść nie tak?

 

Brak współpracy

Ile znacie współpracujących ze sobą instruktorów i szkół strzeleckich? Faktycznie kilka takowych jest. Problem z tym faktem jest jeden, aczkolwiek kluczowy. Otóż zwykle współpraca taka opiera się o wzajemną adorację i kreowanie faktów pod z góry przyjętą tezę. Bynajmniej nie chodzi w niej o rozwój czy weryfikowanie założeń. Zdecydowanie bardziej o tworzenie karteli, które mają pomagać skutecznie zwalczać konkurencję. To oczywiście prowadzi w prostej linii do głównych winowajców większości strzeleckiego dziadostwa – chciwości i ego.

Nie jest to bynajmniej domena nas, Polaków. Na największym strzeleckim rynku, w USA, obserwujemy to samo zjawisko. Wewnętrzne wojenki, przepychanki, udowadnianie sobie kto ma większego i ogólne, trudno weryfikowalne tezy, mające dyskredytować konkurencję.

Co ciekawe nie jest to zjawisko tak mocno rozpowszechnione w obrębie jednej konkurencji sportowej. Dajmy na to IPSC, czy IDPA. W obrębie danej federacji hierarchia jest znana, a wyniki stanowią ostateczny argument. Zabawa zaczyna się, dopiero gdy w grę wchodzi konfrontacja dwóch „stylów”, w tym przypadku wspomnianych federacji. Natomiast prawdziwa jazda wówczas, gdy pojawia się mityczne strzelectwo obronne, tudzież bojowe. Tam, gdzie prosta weryfikacja się kończy, rozpoczyna się cyrk i ujadanie.

Jestem skłonny założyć, że wymienione powyżej kwestie, stanowią głównych hamulcowych rozwoju jakościowego strzelania w ogóle. Pogoń za zyskiem upośledza merytoryczną wartość działalności edukacyjnej. Dzieje się tak, ponieważ następuje konflikt interesów. Z jednej strony mamy jakość i merytorykę, z drugiej natomiast efekciarstwo, które dziwnym trafem zawsze lepiej się sprzedaje i bardziej wiąże klienta. Przynajmniej na początku jego drogi.

Nie zrozumcie mnie źle. Sam również borykam się z tym problemem. Na swoich kursach staram się łapać balans pomiędzy rozrywką a żmudną merytoryką. Zdaję sobie sprawę z faktu, iż muszę wprowadzać elementy rozrywki i konkurencji. Klienci tego wymagają, a jak przestaną przychodzić, to niczego ich nie nauczę. Tak długo, jak dylematy moralne z tym faktem związane występują, to wszystko jest ok. Jeżeli jednak znikają i sekciarstwo wchodzi pełną gębą, wówczas sięgamy moralnego dna i warto zrobić rachunek sumienia.

Instruktorów zachęcam do przemyślenia powyższej kwestii a kursantów do krytycznego myślenia. Stosujcie technikę podobną jak przed zakupem nowego auta czy telewizora. Nie wierzcie sprzedawcy na słowo. Dokładnie sprawdźcie opinie i wybierzcie najlepszy produkt.
 

Do zobaczenia na strzelnicy.

 

Marek / Street Tactics


Marek Mitura - założyciel i właściciel firmy szkoleniowej Street Tactics (Facebook: Street Tactics). Od wielu lat czynny szkoleniowiec i zawodnik wielu zawodów strzeleckich.